Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych postach, podaj swój adres e-mail:

poniedziałek, 24 marca 2014

Sven Hannawald, Dawid Kubacki, Vladimir Buril

Ale się prosicie o nowy wpis, no, no, kto by pomyślał? Dziś będzie w sumie krótko. Nie mam żadnych nadzwyczajnych wynurzeń do przekazania. Życiowych prawd tym bardziej. Może poza jedną: zielona herbata jest smaczna i zdrowa.

Podpis zdobyła dla mnie moja Agnieszka, której po raz kolejny bardzo dziękuję, chociaż wiem, że i tak tego nie przeczyta (moich znajomych nie kręci czytanie mojego bloga, co jest w sumie smutne).
Niestety nie udało mi się być na tym spotkaniu. Z jednej strony cholernie żałuję (bo uwielbiam Svena, o czym już pisałam, chociaż niezbyt rozlegle), z drugiej może to i lepiej. Jeśli chodzi o angielski to ja nie jestem jakiś nejtiw spiker, a kiedy Sven spojrzałby na mnie tymi swoimi cudnymi oczami, to chyba nie wydukałabym nawet haj, Sven, ołmajgasz, ju ar grejt.
Jeśli chodzi o Svena, zawsze będę na tak. Jego reakcje... fakt, mogły budzić kiedyś niechęć (zero skojarzeń z Gregorem S., co Wy). Nie można było mu jednak odmówić talentu, stylu, techniki, hektolitrów potu wylewanych przy pracy. Wiecie co? On miał cholernie ciężkie życie. Nienawiść polskich kibiców, zaraz później skrajne uwielbienie polskich kibiców, wielkie boom na Hannawalda, anoreksja (bądź plotki o niej), depresja (?) i masa, masa innych rzeczy, o których teraz nawet nie pamiętam, bądź pamiętam źle, więc się nie wypowiem, żeby nie wprowadzać w błąd. Prócz uwielbienia mam do niego ogromny, ogromny szacunek i podziw. Chcę przeczytać tę książkę. Tak bardzo chcę przeczytać tę książkę.

Podpis zdobyłam dzięki wymianie z Wiktorią, której po raz kolejny bardzo dziękuję.
Dawid jest skoczkiem, którego nie ogarniam. W co drugim konkursie zajmuje 31. miejsce (przeanalizujcie sobie, bez kitu), skacze słabo, lub przeciętnie. Jak przyjdzie co do czego to spina poślady, nie wiem, coś się z nim dzieje tam w środku, BOOM, skacze jak marzenie, a później... znowu 31. W Zakopanem był (i nadal jest) moim bohaterem zawodów drużynowych. Wiem, że jest dobry i drużyna może na niego liczyć, ale ja go po prostu nie ogarniam.
Zapomniałabym. Jego sponsor, Manner, produkuje najlepsze wafelki na świecie. Nie, czekajcie. To nie są wafelki. To jest kawałek Nieba. Największa z dobroci. Najcenniejszy ze skarbów. Jejku, nie wie co to rozkosz, kto nie jadł wafelków Mannera. (Sypię reklamami na prawo i lewo, a nikt mi za to nie płaci. Taki skandal...)
PS Dawid ma piękne usta, gdyby ktoś mnie pytał o zdanie.

Podpis zdobyty został osobiście.
Pamiętacie historię o znajomym kogoś dla mnie znajomego? Cóż, wygląda na to, że ten ktoś znajomy oraz jego znajomy postanowili pamiętać o mnie (chyba) na stałe. A że podpisy są zbierane w miejscu zapomnianym przez ludzkość, to nie można tu mówić o jakiś spektakularnych nazwiskach (chociaż ostatnio był tam Krzysiek Hołowczyc, chyba zabłądził). Niemniej miło mi, że mam kogoś znajomego, kto o mnie pamięta, a ten znajomy kogoś znajomego, którego raz poprosił o przysługę, a ten znajomy znajomego pamięta o znajomym i jego znajomym oraz o słowie, które dał znajomemu, sprawiając radość znajomemu znajomego, czyli mnie. Chociaż nie ukrywam, że moja radość byłaby większa, gdybym chociaż wiedziała, kim są ludzie ze zdjęć.

Pozdrawiam
M.J.

12 komentarzy:

  1. Naprawdę myślałaś, że nie przeczytam? :> ale miło mi, że o mnie wspomniałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję, zazdroszczę Svena :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. mam identyczne zdanie o Dawidzie ;d
    gratuluję! ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję ;) A wafelki o których wspomniałaś są serio pyszne ;))

    OdpowiedzUsuń